Łamiąc stareotypy – 10 ciekawostek o Niemcach

Łamiąc stareotypy – 10 ciekawostek o Niemcach


Powiem szczerze, że weekend w Niemczech mi wystarczył, żeby zupełnie zmienić zdanie o tym kraju i zapragnąć dowiedzenia się więcej i pojechania tam jeszcze raz. I potem jeszcze, i jeszcze…

A czego się nauczyłam?

1. Niemcy nie zawsze są tacy na tip-top…;-)

Ale od czego by tu zacząć. A! Od pochwały Deutsche Bahn najlepiej. Do Niemiec postanowiliśmy się wybrać pociągiem. A konkretnie 4 pociągami, bo z Londynu jednak jest kilka przesiadek do Ulm. Na pierwszy pociąg, Eurostar do Brukseli się spóźniliśmy… długa historia, z której najlepiej zapamiętać to, że Eurostar trzeba traktować jak samolot i być CO NAJMNIEJ 30 minut przed startem. Tak więc staliśmy ze szczękami do podłogi przed panem w okienku, który mówił nam, że nie mamy szans już zdążyć na pociąg do Brukseli… i że mamy nierefundowalny bilet, oraz że jesteśmy kretynami, ale da nam nowe bilety do Brukseli, a potem będziemy się martwić jak dojechać dalej. No cóż, dalej to już w zasadzie było z górki, bo w Brukseli bez problemu dostaliśmy pieczątkę od DB na bilecie, że możemy sobie jechać którykolwiek pociągiem, plus miły pan wydrukował nam wszystkie możliwe połączenia. A potem jechaliśmy… cóż mogę dodać – pociągi Deutsche Bahn są mega wygodne. Kiedy wsiedliśmy do pierwszego, gorączkowo rozglądaliśmy się za oznaczeniem I klasy, bo wagon wydał nam się za nowy i przestronny ;-) Ach, nasze kochane PKP nauczyło nas szacunku do nowoczesnych rozwiązań. W każdym razie każdy z 3 pociągów, którymi jechaliśmy był spóźniony, w co dosłownie nie mogliśmy uwierzyć, bo sami wiecie, niemiecki ordnung i w ogóle. Mój brat tylko potwierdził, że niemieckie pociągi niestety do najpunktualniejszych nie należą. No i cóż z tego, skoro po całej tej przygodzie zaczęliśmy rozmyślać na objechaniem Niemiec pociągami wzdłuż i wszerz? Morał może być tylko jeden – nikt nie lubi rzeczy doskonałych, i za to kochamy DB ;-)

2. Tapetowanie mieszkań

A wiecie, że Niemcy kochają tapety? Tak jak w Anglii kochają dywany i kładą je dosłownie wszędzie, włącznie z łazienką czy korytarzem w bloku, tak w Niemczech kocha się tapety. Jak się dowiedziałam, zamiast gruntowania ścian i kładzenia gładzi, tapetują! Brat mi opowiadał, że nawet u jego znajomych w nowym domu na nowe ściany kładzie się tapetę i potem maluje. W gabinetach dentystycznych też, ale to mnie aż tak bardzo nie dziwi, bo w UK u dentysty kładzie się dywany ;-)

3. Dzień święty święcą

Niedziela w Niemczech jest dniem w którym pozostaje Ci leżeć i się relaksować, tak jak przykazano. Sklepy są zamknięte, piekarnie nieczynne. Nie można hałasować – włącznie z tłuczeniem kotletów i pralką, a także odkurzaniem i chodzeniem w drewniakach po mieszkaniu ;-) Uwielbiam!

4. Śmieci!

To jest dopiero temat! W Londynie mamy mieszane śmieci, potem osobno recykling i jeszcze kompost, przy czym kompost jest jeden przed domem dla wszystkich mieszkańców. W Niemczech (a w każdym razie w Ulm) każdy ma swoje kontenery na śmieci. Mój brat ma następujące śmietniki w domu: opakowania, kompost, butelki szklane (które trzeba potem dzielić na zielone, brązowe i przezroczyste), papier, mieszane, baterie i leki. Dodatkowo ubrań i materiału nie można wyrzucać do śmietnika, tylko są raz na jakiś czas odbierane, tak samo jak elektrośmieci. Nieźle, co? Dla mnie to był totalny zawrót głowy i panikowałam przed wyrzuceniem czegokolwiek. Muszę jednak przyznać, że imponuje mi to, że ten kraj jest tak zaawansowany w tym zakresie.

5. Dyżury do sprzątania klatki i odszraniania chodników

Często jest tak, że w blokach są ustalane dyżury do sprzątania klatki i oszraniania, tudzież odśnieżania chodników. Lista wisi publicznie na tablicy ogłoszeń, także nie ma opcji się wymigać ;-)

6. Niemcy są przepiękne. Bezapelacyjnie.

Nie wiem dlatego wrzucam to dopiero jako szósty punkt, ale z jakiegoś powodu nie spodziewałam się, że Niemcy są takie piękne! Kiedy kupowałam bilety, planowałam bardziej wizytę rodzinną niż zwiedzanie. Nic nie czytałam i nie przygotowałam się wcale, czyli zachowałam jak totalna ignorantka. Wstyd. Niemcy są przepiękne, i wiem to na 100% chociaż zobaczyłam tylko ich mały wycinek. Poniżej kilka zdjęć z okolicy gdzie mój brat mieszka:
OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA

7. Duże zaufanie społeczne

No dobrze, może to nie jest jakieś największe zaskoczenie, ale jednak trochę jest. Kiedy spacerowaliśmy po Monachium widzieliśmy mnóstwo nieprzypiętych rowerów, albo na bezobsługowej stacji benzynowej odkurzacz i pełen ekwipunek do umycia samochodu. Bratowa powiedziała mi też, że kurierzy mają w zwyczaju zostawiać paczki albo pod wejściem do bloku (tak, tak!!!), albo pod skrzynkami w bloku jeśli drzwi są otwarte. To jest kapitał społeczny, który widać też w UK, szczególnie w małych miastach. Pamiętam jak nocowaliśmy w airbnb w Szkocji w zeszłym roku i zapytaliśmy hosta jak mamy się dostać do domu w nocy, to powiedziała nam, ze normalnie – przez drzwi. Widząc nasze zdziwione miny dodała, ze u nich na wsi zamykać drzwi nie ma potrzeby.

8. Nie lubią pożyczać pieniędzy

Brat mi opowiedział całkiem zabawną historię z pracy, kiedy jak zwykle zbierali się na lunch, ale wyglądało na to, że jeden z kolegów tym razem nie zamierzał dołączyć, więc Kuba zapytał go dlaczego, na co ten odpowiedział, że dzisiaj wystarczy mu jabłko, bo zapomniał pieniędzy. Na to mój jakże dobroduszny brat powiedział, że mu z przyjemnością pożyczy, po czym dodał, że na mały procencik i puścił oko. Taki żarcik.W każdym razie następnego dnia kolega był gotów zwracać pożyczkę z odpowiednim procentem i kiedy Kuba mu powiedział, że żartował, tamten ewidentnie się ucieszył i bardzo wylewnie dziękował.

9. Zdrowie jest najważniejsze

Czy Wy też macie przed oczami roześmiane i zrelaksowane grupy niemieckich turystów-emerytów? Bo ja na Mazurach widziałam ich mnóstwo, i co wtedy mnie szokowało – oni wszyscy mieli piękne, białe zęby. (No cóż, w przeciwieństwie…) W każdym razie w Niemczech zdrowie jest bardzo ważne, a sport jest absolutną codziennością dla ludzi w każdym wieku. Widzieliśmy bardzo, bardzo dużo osób w starszym wieku na rowerach, szczupłych i ewidentnie bardzo wysportowanych. Próbowaliśmy im zrobić zdjęcie, ale za szybko jeździli :D Serio, serio, ostatniego dnia, spacerując po Monachium wiedziałam już, że muszę o tym napisać, bo naprawdę mocno rzuca się to w oczy. Tak jak w Anglii fakt, że niestety dużo ludzi jest otyłych.

10. Płatne wstępy na festyny czy markety ogrodnicze

Pojechaliśmy do Lindau przejśc się promenadą, a tam… cała zajęta i ogrodzona z powodu targowiska rzeczy do ogrodu. Bezkres krasnali grodowych :D W każdym razie, nie mogliśmy dostać się do najpiękniejszej części miasta, bo trzeba było zapłacić 10 euro wstępu do targowiska. Hm. Czyli mam zapłacić 10 euro wstępu, żeby móc coś kupić do ogrodu? To ja podziękuję.

Pozostaje tylko pakować walizkę i jechać tam na wakacje, przy czym  zdecydowanie omijać festyny ;-)
  • Tapetowanie mieszkań to się zgadzam… wszędzie są tapety… byłem już u wielu znajomych ale one są wszędzie… istna plaga!

    • Ale jakie fikuśne :D czasami kilka rodzajów w jednym pomieszczeniu ;) My się czepiamy, a Niemcy nam udowadniają, że mają fantazję ;)

  • Te dyżury do sprzątania klatki tylko fajnie na rozpisce wyglądają, a w praktyce to jest koszmar, którego szczerze w Niemczech nie lubię :)
    Poza tym z całą resztą się zgadzam.
    Nooo oprócz punktu ostatniego, bo to jakiś wyjątkowy wyjątek musiał być :D

  • Allochtonka

    Oprócz ostatniego punktu zgadzam się w całej rozciągłości. Tęsknię!

  • Uwielbiam uświadamiać innych, że dzisiejsze Niemcy niewiele mają wspólnego z historią i stereotypami, które na niej wyrosły :) i cudownie jest wiedzieć, że i inni postrzegają Niemcy w tak cudny sposób. Szkoda też, że nie wiedziałam, że jesteś w Monachium, by uczynić klubową kawę :D

  • Pol Schland

    Hej! Mieszkam właśnie w Ulm :) Jeśli chodzi o festyny takie jak np. dożynki, Volksfest czy jarmarki, kiermasze bożonarodzeniowe, Oktoberfest, festyn majowy itp., to nie płaci się nic. Trafiliście pewnie na coś w rodzaju targów ogrodniczych (Gartenmesse?), a za wstęp na takie imprezy się rzeczywiście płaci. Niektórzy organizatorzy dużych pchlich targów (firmy) też życzą sobie opłaty. Czasem okazuje się, że nie warto było, ale efekt psychologiczny jest: zwykle szkoda ci wyjść z pustymi rękoma i coś kupujesz! Pewnie chodziło o pokrycie opłat organizacyjnych (wynajem placu, pomieszczeń etc.). Pozdrowienia :)

    • Wow jaki ten świat mały :D To niesamowite! Potwierdzam, że byliśmy również na targach piw regionalnych w Ulm (tym co jest raz w roku) i oczywiście wstęp był darmowy, a to były po prostu targi krasnali i innego dziadostwa do ogrodu ;-)

      Pozdrawiam ciepło!

  • ja od dawna jestem Niemcami zauroczona. Mnóstwo ludzi postrzega to stereotypowo, a tam jest tyle perełek!